Dlaczego blog?

A bo tako się zbierałem, żeby kajś dostrzeżenia umieszczać i opowieści. Coby znajomkowie mogli pooglądać i poczytać, kiedyśmy daleko od siebie i dzielenie się historiami znad herbaty lub wina niemożliwe jest.

sobota, 10 maja 2014

Ersatz



Sobotnie przedpołudnie w Krakowie. W nocy padało, ale dzień zapowiadał się słonecznie. Lekki wiatr. Muzeum Etnograficzne, gdzie dzień wcześniej odbył się wernisaż wystawy Sławy Harasymowicz, zatytułowanej "Ersatz". Wróciłem tu dzisiaj, żeby na spokojnie i w bezludności raz jeszcze dać się zabrać w podróż. Rzecz o genealogii, płynności granic osobowościowych, ale i państwowych, o przenikaniach tożsamościowych, o białych plamach historii rodzinnej i powszechnej. Abstrakcyjne pejzaże map, fragmentów zdjęć. Przybliżanie i oddalanie od danej instalacji uwidacznia inne treści, inne znaczenia. Makrohistoria przenika się z mikrohistorią. "Ersatz" to bardzo osobista opowieść o mierzeniu się z przeszłością. Brak tu jednak odniesień dosłownych - nie ma zdjęć twarzy, nie ma podpisów. Każdy więc może zacząć snuć swoją historię, dopowiadać i tworzyć genealogię własną.

Opuszczam muzealne piwnice, mrużąc oczy w ostrym świetle południa. Myśli błądzą po zatrzymanych w pamięci kadrach. Pierwsze kroki po bruku ulicy Krakowskiej stawiane nieświadomie, jeszcze jakby poza czasem i konkretną przestrzenią. Może to Lwów? Wrocław, Stryj, Kraków, Woldenberg...? Z wolna zaczynają jednak docierać pierwsze dźwięki ulicy. Wizualizuje się też naokolna rzeczywistość. Coraz intensywniej. Kordony policji. Jakieś wrzaski. Skandowane hasła. Przejście w stronę rynku zostało zablokowane. Idzie czarno-biały marsz. Kątem oka, na placu Wolnica, dostrzegam grupkę osób z kolorowymi balonami. Czarno-biały marsz wrzeszczy w ich kierunku: "Idziemy po was pedały!".

Nie wiadomo skąd, wyrasta nagle przede mną wielka, czerwona, ogolona głowa z przekrwionymi oczami i krzyczy: "Zajebać ci, pedale!?". Nie zdążyłem zareagować, ale głowa tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła, odprowadzana przez kilku policjantów. Czarno-biały marsz skręcił już w stronę placu Wolnica. Zaraz będzie można przejść. Policja też znika. Stoję jeszcze sparliżowany, gdy przez jezdnię biegną w moją stronę trzy ubrane na czarno dziewczyny o zakolczykowanych twarzach. Kiedy są już blisko wrzeszczą: "Wypierdalaj, naziolu!!!" i plują w moją stronę, po czym odbiegają. Ścieram ślinę z twarzy i ramienia.

Powoli odchodzę w stronę rynku. Niczego znów nie słyszę. Specjalnie mrużę oczy, by znów oderwać się od rzeczywistości, mając nadzieję, że to, co widziałem, czego doświadczyłem, to jakaś kiepska podróbka tej rzeczywistości, ersatz właśnie.

Nie ogarniam. Nie przynależę. Czy ktoś wie, jak można wypisać się z ludzkości? Mam dość.